Nikiszowiec
zabytki

Nikiszowiec

4.8 nikiszowiec Bezpłatne

O miejscu

Zabytkowe osiedle robotnicze wzniesione w latach 1908-1918 dla górników kopalni „Giesche” — od 2011 r. pomnik historii Polski. Dziewięć ceglanych familoków, plac Wyzwolenia z neobarokowym kościołem św. Anny, brukowane podwórka i bramy spinające pasaże. Wciąż żywe osiedle z rodzinnymi sklepikami i kawiarniami.

Pierwsze wrażenie

Spacer Nikiszowcem zaczyna się od czegoś, co trudno opisać słowami — od koloru. Cegła klinkierowa, wypalana w wysokiej temperaturze, ma głęboki rdzawo-pomarańczowy ton, który zmienia się w zależności od pory dnia. Rano jest ciepły i miękki. Po południu mocniejszy, niemal czerwony. O zachodzie słońca cały plac Wyzwolenia płonie — i wtedy ten widok zostaje w głowie na długo.

Osiedle leży na wschód od centrum Katowic, w dzielnicy Janów-Nikiszowiec, na rogu ulic Janowskiej i Krawczyka. Z lotu ptaka wygląda jak miniaturowe miasteczko — dziewięć prostokątnych bloków zwanych „familokami” otacza dwa centralne place i kilka mniejszych podwórek. Wszystko mieści się na obszarze niespełna 10 hektarów. Każdy zaułek prowadzi gdzieś, każda brama otwiera się na coś nowego.

I tu pierwsza ciekawostka — Nikiszowiec nie jest skansenem. To wciąż żywe osiedle. Na podwórkach suszy się pranie, w sklepach na parterach kupuje się chleb, w kawiarniach przy placu siedzą mieszkańcy. Turyści chodzą obok ludzi, którzy tu mieszkają od pokoleń. To rzadki widok w Polsce — i jeden z głównych powodów, dla których miejsce robi tak silne wrażenie.

Skąd się wziął Nikiszowiec

Pomysł na osiedle narodził się z konkretnej potrzeby. Na początku XX wieku kopalnia „Giesche” — dzisiejsza Wieczorek — przeżywała szybki rozwój i potrzebowała rąk do pracy. Górników ściągano z całego Śląska, a często też z Galicji. Trzeba było ich gdzieś osiedlić. Dyrekcja zleciła projekt dwóm kuzynom z Charlottenburga, dzielnicy Berlina — Emilowi i Georgowi Zillmannom.

Bracia mieli już doświadczenie. Wcześniej zaprojektowali pobliski Giszowiec — osiedle-ogród inspirowane angielską koncepcją garden city. Ale dla Nikiszowca przyjęli zupełnie inną filozofię. Zwarte, miejskie kwartały zamiast otwartych ogrodów. Czterokondygnacyjne bloki zamiast jednopiętrowych domów. Cegła klinkierowa zamiast tynku. Inspiracja — średniowieczne miasteczka niemieckie i hiszpańskie patia, te same które potem natchnęły wielu architektów Bauhausu.

Budowa ruszyła w 1908 r. Pierwsze familoki oddano do użytku już w 1911. Cały kompleks wykończono dopiero w 1918, tuż przed końcem I wojny światowej i dwa lata przed wybuchem powstań śląskich. W mieszkaniach — od 30 do 60 m², z osobnymi pomieszczeniami dla rodzin wielodzietnych. Kuchnie z piecem na węgiel. WC na korytarzu — kanalizacja indywidualna pojawiła się dopiero po II wojnie.

Nikiszowiec od początku był pomyślany całościowo. Nie tylko mieszkania, ale i sklepy w przyziemiach, pralnie, suszarnie, piece chlebowe na podwórkach, własna szkoła i kościół. Dzieciom nie brakowało miejsca do zabawy, dorosłym do spotkań. Ten model „miasta w mieście” wyprzedził podobne koncepcje w innych krajach o dobre dwadzieścia lat.

Architektura — co warto zauważyć

Patrząc z bliska, łatwo dostrzec szczegóły, które gdzie indziej dziś już się nie zdarzają. Każdy familok ma na narożniku wykusz — okrągły lub prostokątny występ, który Ślązacy nazywają potocznie „balkonem”, choć technicznie to coś innego. Wykusze pełnią dwie funkcje: dają więcej światła w narożnym pokoju i ożywiają monotonię ceglanego muru.

Cegła klinkierowa, którą zastosowali Zillmannowie, nie jest przypadkiem. Wypalana w temperaturze powyżej 1100°C, jest twarda, prawie wodoodporna i niemal niezniszczalna. Po stu latach większość ścian Nikiszowca wygląda jak nowa — bez tynku, bez malowania, bez konserwacji. Mur sam się broni. To jeden z powodów, dla których osiedle przetrwało w tak dobrym stanie, choć przez kilka dekad było mocno zaniedbane.

Układ urbanistyczny też zasługuje na uwagę. Bloki połączone są mostkami nad ulicami — tak żeby mieszkańcy mogli przejść z jednego do drugiego, nie wychodząc na zewnątrz w deszcz. Bramy w przyziemiach prowadzą do pasaży, pasaże do podwórek, podwórka łączą się ze sobą. Można obejść całe osiedle, prawie nie widząc samochodu. To projektowanie dla pieszych — sto lat przed modnymi dziś hasłami o „walkable cities”.

Każdy detal dopracowany — kute kraty w oknach piwnicznych, drewniane drzwi z mosiężnymi okuciami, cegły układane w geometryczne wzory wokół wejść. W żadnym innym osiedlu robotniczym w Europie nie zachowała się taka kompletność. Stąd też filmowcy tak chętnie tu wracają.

Kościół św. Anny — serce osiedla

W centrum osiedla stoi to, co od razu rzuca się w oczy z każdego punktu Nikiszowca — kościół św. Anny. Bryła neobarokowa, masywna, z dwiema wieżami i dachem krytym czerwoną dachówką. Wzniesiony w latach 1914-1927 z przerwami spowodowanymi I wojną. W środku — ołtarz główny z 1925 r., organy firmy Berschdorf, polichromia z lat 30. XX w. i charakterystyczna kaplica z obrazami Matki Boskiej Częstochowskiej.

Kościół był od początku częścią projektu Zillmannów, ale jego budowę dokończyło już polskie miasto Katowice po 1922 r. Stoi na sztucznym wzniesieniu — fundamenty oparto na zasypanym hałdą terenie kopalnianym, dlatego z każdej strony do wejścia trzeba pokonać kilka stopni. Z platformy przed wejściem rozciąga się najlepszy widok na cały plac Wyzwolenia. To miejsce, gdzie warto zatrzymać się na minutę i zrobić zdjęcie panoramy.

Wnętrze jest skromniejsze niż sugeruje fasada — biała sztukateria, drewniane ławki, nawa o akustyce zaprojektowanej z myślą o organach. Tu odbywają się koncerty muzyki sakralnej, a w okresie wielkanocnym i bożonarodzeniowym śląskie kolędy w wykonaniu lokalnych chórów. Wstęp wolny, ale kościół czynny tylko podczas mszy i okazjonalnych otwarć — najlepiej sprawdzić rozkład na stronie parafii.

Nikiszowiec na ekranie

Nikiszowiec ma swoje miejsce w polskiej kinematografii — i to nie przypadkowe. Kazimierz Kutz, urodzony w pobliskich Szopienicach, kręcił tu większość swoich „śląskich” filmów. Najpierw „Sól ziemi czarnej” w 1969 r., opowieść o III powstaniu śląskim. Potem „Perła w koronie” (1972) i „Paciorki jednego różańca” (1980). Każdy z nich to portret śląskiej rodziny, śląskiego losu, śląskiej cegły. Ten sam plac, te same bramy, te same okna — tylko z innej epoki.

Film „Angelus” Lecha Majewskiego z 2000 r. też tu powstał — to surrealistyczna opowieść o malarzu prymitywiście Teofilu Ociepce. Zdjęcia robiono głównie na placu Wyzwolenia i w bramach przy ulicy Rymarskiej. W ostatnich latach Nikiszowiec pojawił się też w „Drogówce” Smarzowskiego, a regularnie — w teledyskach śląskich zespołów i serialach kryminalnych szukających „prawdziwego” tła.

Mieszkańcy podchodzą do filmowców różnie. Starsi narzekają na kable i blokowane bramy. Młodsi cieszą się, że osiedle żyje. A turyści, którzy widzieli „Sól ziemi czarnej”, po przyjeździe szukają konkretnych miejsc — bramy, w której rozegrała się scena śmierci powstańca, czy okna, w którym stała główna bohaterka. Kilka tablic informacyjnych ułatwia zadanie, ale i tak — najwięcej znajduje się przez przypadek, podczas zwykłego błądzenia po podwórkach.

Pomnik historii i drugie życie

14 stycznia 2011 r. Nikiszowiec został wpisany na listę pomników historii Polski rozporządzeniem prezydenta Bronisława Komorowskiego. To najwyższa kategoria ochrony zabytków w polskim prawie — wcześniej do listy trafiały głównie pojedyncze obiekty: zamki, katedry, ratusze. Nikiszowiec to jedno z nielicznych całych osiedli w tej grupie i pierwsze osiedle robotnicze.

Wpis nie był od razu — poprzedziła go długa kampania społeczna i samorządowa. Już w 1978 r. osiedle trafiło do rejestru zabytków, ale realna ochrona ruszyła dopiero w latach 90., gdy kopalnia Wieczorek zaczęła ograniczać działalność i Nikiszowiec stracił podstawę ekonomiczną. Część mieszkań stała pusta. Cegła zaczęła się sypać w niektórych podwórkach. Na chwilę wydawało się, że osiedle podzieli los wielu zapomnianych dzielnic robotniczych w innych europejskich miastach.

Ratunkiem był projekt rewitalizacji finansowany z funduszy unijnych. Między 2007 a 2013 r. odnowiono fasady, wymieniono okna na stylizowane drewniane, uporządkowano podwórka i otwarto Muzeum Historii Katowic — Oddział Nikiszowiec, mieszczące się w zabytkowej pralni przy placu Wyzwolenia 18. Muzeum opowiada o codziennym życiu robotniczej rodziny początku XX w. — w oryginalnych pomieszczeniach, z rekonstrukcją mieszkania, kuchnią z piecem i osobistymi przedmiotami przekazanymi przez mieszkańców.

Dziś Nikiszowiec to obowiązkowy punkt na mapie Katowic. UNESCO go wprawdzie nie wpisało, mimo wieloletnich starań — ale wartości zabytkowej nikt już nie kwestionuje. A jeśli wpis kiedyś nastąpi, trzeba będzie postawić nowe tablice.

Jak żyje się dzisiaj na Nikiszu

Nikiszowiec dziś mieszka około 3000 osób. To mieszanka rodzin starszych, które tu wychowały się jeszcze w czasach kopalni, i nowych — często artystów, freelancerów, ludzi z branż kreatywnych, którzy znaleźli tu klimat trudny do podrobienia gdziekolwiek indziej. Czynsze były długo niskie, dziś rosną — mieszkanie 50 m² to już 2500-3500 zł miesięcznie, w zależności od remontu. To dwa razy więcej niż dekadę temu, ale wciąż mniej niż w Śródmieściu.

Na parterach familoków wciąż działa kilka rodzinnych sklepików — piekarnia, mięsny, warzywniak. Po południu dzieci grają w piłkę na boisku przy ul. Janowskiej. W kawiarniach przy placu Wyzwolenia siedzą obok siebie babcie z Nikisza i fotografowie z Warszawy. Wieczorem osiedle cichnie — większość ruchu turystycznego kończy się około 18:00.

Społeczność lokalna jest aktywna — działa tu Stowarzyszenie Razem dla Nikiszowca, organizujące rocznie kilka eventów: Jarmark na Nikiszu (wielkanocny w marcu/kwietniu i bożonarodzeniowy w grudniu), Industriadę (pierwszy weekend czerwca, część szlaku zabytków techniki), letnie kino plenerowe na placu Wyzwolenia. W eventowe dni przez osiedle przewija się i 20 tysięcy ludzi. Wtedy dojazd to wyzwanie, ale klimat — nie do podrobienia.

Praktyczne informacje

Nikiszowiec leży około 5 km na wschód od centrum Katowic. Najlepiej dojechać tramwajem nr 16 z dworca PKP — wysiada się na przystanku „Janów Pętla”, a stamtąd 5 minut spacerem ulicą Krawczyka. Czas przejazdu z centrum to około 25 minut. W dni eventów uruchamiane są dodatkowe kursy. Samochodem — wjazd przez al. Roździeńskiego i ul. Krawczyka.

Parking bezpłatny, ale ograniczony do około 80 miejsc na nieutwardzonym placu przy ul. Krawczyka. W Jarmarki na Nikiszu i Industriadę zwykle zajęty już do południa, lepiej dojechać komunikacją miejską albo zostawić auto przy stadionie GKS Katowice i dojść pieszo (15 minut) lub wynająć rower miejski.

Wstęp na samo osiedle jest bezpłatny i całodobowy — to żywa dzielnica, nie skansen, więc nie ma bramek ani biletów. Muzeum Historii Katowic na placu Wyzwolenia 18 jest płatne (10 zł normalny, 5 zł ulgowy, dzieci do 7 lat za darmo). Otwarte wt-nd 10:00-17:00, w poniedziałki nieczynne. W każdy ostatni czwartek miesiąca wstęp wolny.

Z gastronomii — kilka miejsc cieszy się dobrą opinią. Café Byfyj przy placu Wyzwolenia 7 — śląska kuchnia w nowoczesnym wydaniu, kawa palona na miejscu. Śląskie Niebo przy ul. Rymarskiej 4 — tradycyjne dania w solidnych porcjach, klimat tradycyjnej karczmy. Pączki Niko w bramie przy placu Wyzwolenia 13 — kolejki w sobotnie poranki. Trzy kawiarnie i dwie restauracje to maksimum, co osiedle „znosi” — brak miejsca dla większej infrastruktury jest celowy, by nie zniszczyć charakteru.

Toalety publiczne — przy Muzeum oraz na placu Wyzwolenia (w sezonie wiosenno-letnim). Bankomatu na osiedlu nie ma — najbliższy 600 m dalej, na ul. Szopienickiej.

Kiedy najlepiej odwiedzić

Nikiszowiec wygląda dobrze cały rok, ale każda pora ma swój charakter. Wiosna — najlepsze światło, kwitnące podwórka, mało turystów do końca kwietnia. Lato — najwięcej eventów, ale też największe tłumy w weekendy. Wczesna jesień — to nasz typ. Liście na nielicznych drzewach robią kontrast z rdzawą cegłą, powietrze jest chłodne, ale słońce jeszcze ciepłe, kolejki krótkie. Zima — zaskakująco dobra, zwłaszcza po pierwszym śniegu, gdy biele i ciepły pomarańcz cegły tworzą widok, jakiego nigdzie indziej nie zobaczycie.

Najgorsze dni to weekendy z eventami — wtedy spacer to przepychanie się przez ścisk. Najlepsze to wczesnoporanne wtorki i środy poza sezonem. Ale jeśli chcecie poczuć ducha miejsca w pełnej krasie — przyjedźcie na sobotni Jarmark na Nikiszu w grudniu. Cegła, glühwein, kolędy z chóru ze św. Anny. To jest właśnie to.

Lokalizacja

Adres: Plac Wyzwolenia, Nikiszowiec, Katowice

Najczęstsze pytania

Ile czasu zarezerwować na zwiedzanie?

Spokojny spacer to 1,5-2 godziny. Z muzeum, kawą i odwiedzinami w kościele — 3-4 godziny. Jeśli traficie na jarmark albo Industriadę, łatwo spędzić tu cały dzień.

Czy w Nikiszowcu można zjeść?

Tak — przy placu Wyzwolenia działa kilka kawiarni i restauracji serwujących regionalną kuchnię. Polecane: Café Byfyj (kuchnia nowoczesna śląska, kawa palona na miejscu), Śląskie Niebo (tradycyjne karminadle i krupnioki) oraz Pączki Niko, w sobotnie poranki kolejka po świeże.

Jak najlepiej dojechać?

Tramwajem nr 16 z dworca PKP do przystanku „Janów Pętla”, dalej 5 minut spacerem (łącznie ok. 25 min). Samochodem przez al. Roździeńskiego, ale parking ograniczony — w dni eventów lepiej zostawić auto pod stadionem GKS i dojść pieszo.

Czy osiedle jest dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?

Częściowo. Bruk na placach jest nierówny, część bram ma stopnie. Muzeum Historii Katowic ma podjazd dla wózków, ale ekspozycja na piętrze dostępna tylko schodami. Najwygodniej zwiedzać Nikiszowiec z poziomu placu Wyzwolenia i głównych ulic.

Czy Nikiszowiec jest na liście UNESCO?

Nie. Mimo wieloletnich starań samorządu i organizacji społecznych UNESCO osiedla nie wpisało. Status najwyższy w polskim prawie — pomnik historii Polski — Nikiszowiec uzyskał 14 stycznia 2011 r. rozporządzeniem prezydenta.

Kiedy najlepiej fotografować?

Tzw. złota godzina — 30-60 minut przed zachodem słońca. Cegła klinkierowa wtedy świeci najsilniej, a światło wpada w bramy i pasaże pod ciekawym kątem. Wczesnym rankiem, gdy plac jest pusty, też dobrze — ale światło chłodniejsze.