Rodzice walczą o onkologię dziecięcą w Katowicach. Petycja trafia do premiera

Od 1 lipca 2026 r. oddział onkologii dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach przestał przyjmować pacjentów. Sześć lekarek odmówiło pracy w Zabrzu, a dzieci z guzami mózgu są kierowane do Warszawy. Rodzice zebrali podpisy pod petycją do premiera i ministra zdrowia.

Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II w Katowicach przez lata było jednym z filarów leczenia nowotworów u dzieci na Górnym Śląsku. Od 1 lipca 2026 r. to się zmieniło — oddział onkologii i hematologii dziecięcej formalnie przestał działać w tej placówce i został włączony do nowo otwartego Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu, działającego w ramach Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1. Oba podmioty zarządza Śląski Uniwersytet Medyczny.

Decyzja administracyjna pociągnęła za sobą skutek, którego zapewne nie zakładano w harmonogramie: sześć lekarek specjalizujących się w leczeniu guzów mózgu i guzów litych — cały dotychczasowy zespół oddziału — nie podjęło pracy w Zabrzu i rozwiązało umowy z siedmiodniowym okresem wypowiedzenia. Efekt jest bezpośredni i dramatyczny: dzieci z guzami mózgu z całego województwa śląskiego są dziś kierowane do ośrodków w Warszawie i Łodzi, bo na miejscu brakuje personelu zdolnego je przyjąć.

Sprawa — nagłośniona pod koniec lipca przez TVN24 i RMF24 — wywołała natychmiastową reakcję rodziców chorych dzieci. Powołali komitet społeczny i uruchomili zbiórkę podpisów pod petycją skierowaną do najwyższych władz w Polsce. Dziś, 1 sierpnia 2026 r., kryzys trwa, a instytucje wciąż nie przedstawiły wiążącego planu naprawczego.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego oddział onkologii dziecięcej w GCZD Katowice przestał działać?

Od 1 lipca 2026 r. oddział onkologii i hematologii dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka został formalnie włączony do nowego Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu, zarządzanego przez Śląski Uniwersytet Medyczny. Decyzja była częścią planu konsolidacji śląskiej onkologii dziecięcej, jednak sześć lekarek specjalizujących się w leczeniu guzów mózgu i guzów litych odmówiło podjęcia pracy w Zabrzu, wskazując na brak odpowiedniego zaplecza diagnostycznego w nowej lokalizacji.

Gdzie teraz leczone są dzieci z guzami mózgu ze Śląska?

Z powodu braku wyspecjalizowanego personelu w Zabrzu dzieci z guzami mózgu i innymi guzami litymi są kierowane do ośrodków poza województwem śląskim — przede wszystkim do Warszawy i Łodzi. Dla rodzin oznacza to setki kilometrów podróży i konieczność organizacji pobytu z dala od domu przez całe miesiące leczenia.

Czego dokładnie domaga się petycja rodziców?

Petycja Komitetu na rzecz Bezpiecznej Onkologii Dziecięcej żąda przywrócenia w GCZD w Katowicach leczenia dzieci z guzami mózgu i innymi guzami litymi. Autorzy podkreślają, że nie chcą zamknięcia ośrodka w Zabrzu — domagają się, by województwo śląskie miało dwa uzupełniające się centra onkologii dziecięcej, tak jak miało to miejsce przed lipcem 2026 r. Petycja trafiła m.in. do premiera, ministra zdrowia, prezesa NFZ i rektora ŚUM.

Jakie jest stanowisko szpitala w Zabrzu i władz ŚUM?

Szpital w Zabrzu deklaruje aktywne poszukiwanie nowych lekarzy i nie wyklucza wznowienia rozmów z lekarkami, które odmówiły pracy w nowym centrum. Rektor ŚUM prof. Tomasz Szczepański przyznał, że sytuacja jest kryzysowa, ale zapewnił, że pacjenci nie są bezpośrednio zagrożeni. Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej w liście otwartym wezwało do pilnych kroków naprawczych.

Dlaczego lekarki odmówiły pracy w Zabrzu?

Lekarki wskazały, że nowe centrum w Zabrzu nie dysponuje pełnym zapleczem diagnostyczno-konsultacyjnym, które jest niezbędne przy leczeniu guzów mózgu u dzieci. W GCZD w Katowicach pod jednym dachem działają neurochirurdzy dziecięcy, laryngolodzy, kardiolodzy i intensywiści — specjaliści, których obecność bywa kwestią życia i śmierci przy nagłych powikłaniach. Dotychczasowa ordynator dr hab. Agnieszka Mizia-Malarz oceniła, że leczenie dzieci w Zabrzu bez tego zaplecza mogłoby zagrażać ich zdrowiu, a nawet życiu.